Jak przygotowywałem się do maratonu na biegunie

0
761

Maratończyk Piotr Suchenia biegał na wszystkich kontynentach, także na Antarktydzie. Jest dyplomowanym trenerem lekkoatletyki i trenerem personalnym. W ubiegłym roku jako pierwszy Polak zwyciężył ekstremalny North Pole Marathon 2017. Dla Sport&Med opowiada o  przygotowaniach do biegu.

Ze względu na pracę i obowiązki nie mogłem sobie pozwolić na wyjazd w góry, żeby jak najlepiej odwzorować terenowe warunki, jakie panują na biegunie, czyli śnieg i nierówne zapadające się podłoże. Trenując wieczorami po pracy w okolicach Trójmiasta musiałem więc improwizować.
Realizowałem normalny trening lekkoatletyczny do maratonu, który polegał na bieganiu sześciu jednostek w tygodniu oraz dwóch sesji na siłowni. Kontrola treningu polegała głównie na obserwacji pulsu oraz poziomu kwasu mlekowego w organizmie podczas bardziej wymagających treningów. Tak monitorując obciążenia treningowe mogłem wraz z trenerem lepiej dobierać bodźce na kolejne jednostki.

 

Mój mikrocykl treningowy

 

W tym okresie bazowałem na treningu tlenowym – budującym realizując główne obciążenia na poziomie zakwaszenia równego 2-3 mmol/l oraz tętna 170-175 bpm (skrót od ang. beats per minute – uderzeń na minutę). Raz w tygodniu podkręcałem tempo, wymagałem od organizmu więcej niż zwykle – do poziomu zakwaszenie chwilowo przekraczającego próg przemian beztlenowych, co miało na celu lepszą adaptację organizmu do wysiłku podczas zawodów. Mój przykładowy mikrocykl treningowy (tygodniowy) wyglądał tak: poniedziałek – wolne, wtorek – bieg ciągły w drugim zakresie intensywności: 10-12 km, środa – rozbieganie 12-16 km + siłownia, czwartek – zabawa biegowa lub bieg z narastającą prędkością 10-12 km, piątek – rozbieganie 12-16 km + siłownia, sobota – bieg ciągły w trzecim zakresie intensywności lub siła biegowa, niedziela – długie rozbieganie 25 km, które realizowałem na trudnej trasie, z około dwunastokilometrowym podbiegiem w jedną stronę. W styczniu przebiegłem 423 km, w lutym ,,tylko’’ 367 km, bo niestety przegrałem z chorobą i przez 5 dni leżałem w łóżku na kuracji antybiotykowej. To dodatkowo osłabiło i tak zmęczony treningami organizm.

Po powrocie do zdrowia przez kilka dni powoli wchodziłem w trening i dopiero pod koniec miesiąca trenowałem normalnie. W marcu przebiegłem 403 km i wystartowałem kontrolnie w Kołobrzegu na dystansie 15 km, a następnie w koreańskim półmaratonie zajmując szóste miejsce w kategorii wiekowej M35. Po powrocie z Korei Południowej wykonałem jeszcze 5 treningów w Polsce oraz jeden na Spitsbergenie. Warunki na Spitsbergenie mnie nie zaskoczyły, gdyż rok wcześniej biegałem tam w kwietniu w temperaturze odczuwalnej poniżej – 20 C oraz w sypkim śniegu. Wiedziałem więc, co mnie czeka.  Kłopot w tym, że na biegunie temperatura miała być o ponad 10 stopni niższa, a do tego dochodził czynnik chłodzący wiatru, który dodatkowo potęguje odczucie zimna.

 

Właściwie dobrana odzież

 

Kluczem i według mnie czynnikiem najważniejszym podczas arktycznego maratonu jest właściwie dobrana odzież. Raz, że musiało być ciepło – a dwa, że trzeba było uważać, żeby się nie przegrzać. Warstwa dobrej odzieży chroniącej od wiatru, która jednocześnie musiała oddychać, czyli zapobiegać zbieraniu się wody (potu) przy ciele i odprowadzać go na zewnątrz w trakcie intensywnego wysiłku. Podczas North Pole Marathon miałem na sobie kamizelkę rowerową, która stanowiła rodzaj pierwszej linii obrony przed wiatrem, a pod nią nosiłem wiatroszczelną kurtkę z kapturem firmy inov-8 stormshell o oddychalności 20 000 g/m2/24h i ważąca jedynie 150 g. Pod kurtką ubrane miałem kolejne dwie warstwy, których zadaniem była ochrona przed zimnem i odprowadzanie potu z dala od ciała.

Na dolne partie ciała założyłem bokserki z domieszką wełny, wełniane spodnie oraz zimowe spodnie do biegania inov-8. Jednym słowem, postawiłem na wełnę, która jest doskonałym izolatorem przed zimnem, posiada właściwości oddychające i nawet jak jest mokra, to grzeje. Bardzo ważnym elementem były również pozostałe części garderoby ochraniające stopy, dłonie i głowę. Oprócz dwóch par skarpet – jednych termoaktywnych, grubych oraz drugiej pary cienkich, kolarskich bardzo ważnym elementem ubioru były dobre buty. Nie mogły one być zbyt ciężkie, bo każdy dodatkowy gram odzieży powoduje większą utratę energii. Postawiłem więc na lekkość i szybkość, zaryzykowałem – i nie założyłem butów z żadną membraną chroniącą przed wodą (śniegiem), czy innymi ekstremalnymi warunkami.

 

Google zaparowały

 

Biegłem przez większość dystansu bez ochronnych okularów, gdyż google w których rozpocząłem bieg okazały się przystosowane są tylko do biegów narciarskich. Od początku zaczęły parować. Przez myśl przechodziła mi myśl o ślepocie śnieżnej, której łatwo jest się nabawić, ale na całe szczęście nic takiego mi się nie przytrafiło. Policzki i nos ochroniłem tejpami, czyli taśmą kinezjologiczną, a na nieosłonięte części twarzy naniosłem grubą warstwę tłustego, ochronnego kremu.

Ten zabieg sprawdził się doskonale i udało mi się uniknąć jakichkolwiek odmrożeń. Nie ukrywam, że z pewną obawą oczekiwałem reakcji organizmu na tak ekstremalne temperatury, z którymi nigdy wcześniej nie miałem do czynienia. Obawiałem się uszkodzenia oskrzeli i płuc, bo przy wysokiej intensywności biegu wentylowałem się przez usta. Po zakończeniu morderczego biegu zarówno górne, jak i dolne drogi oddechowe znajdowały się w dobrym stanie. Ba, nie miałem nawet kaszlu. Niewielkim dyskomfortem okazały się jedynie mokre stopy, ale obyło się bez odmrożeń.

Klucz do wygranej
Piotr Suchenia, zwycięzca North Pole Marathon 2017:
– Po przebiegnięciu North Pole byłem zmęczony inaczej niż po ukończeniu tradycyjnego maratonu. Choć  może zabrzmieć to dziwnie, byłem zmęczony mniej, niż wskazywałby na to pulsometr. Bardziej obolały ,,mięśniowo’’ niż zmęczony ,,wydolnościowo’’. Nie odniosłem żadnej kontuzji, ani negatywnych skutków przeciążenia aparatu mięśniowego.Trzeciego dnia po starcie wróciłem do normalnych treningów i właściwie nie czułem w mięśniach przebytego dystansu na biegunie. Klucz do wygranej? Na pewno blisko trzydziestoletnie doświadczenie w biegach długich, koncentracja na biegu, nastawienie mentalne oraz właściwie dobrana odzież. Gdyby chociaż jeden z tych czynników nie zadziałał, mogłoby być ciężko dobiec do mety – nie wspominając nawet o pierwszej pozycji.

 

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Wpisz swoje imię